drogi pamiętniczku.

Jest mi smutno, a nie mam sie komu wyzalic, bo wszyscy sa albo zajeci, albo nie w sosie, albo maja mnie w dupie. A tak w ogole to tych wszystkich jest kurwa zalosnie malo.

Zepsuo mi sie ałto i nikt nie moze dojsc czemu.

Spaslam sie znowu jak swinia i nie chce mi sie nic w tej kwestii robic, chociaz mi z tym wybitnie zle.

Mecze star crossed od miesiaca i dalej sse jak pompa turbomolekularna.

Nabralam za duzo roboty i rzygam na sama mysl o niej.

Mialam sie wziac w garsc w tym roku, ale cos sie nie zanosi.

Ludzie, ktorych mam dosc nie chca sie odpierdolic, a ludzie, ktorych nie mam dosc chca, zebym sie odpierdolila.

Wewnetrzny przymus podejmowania prob stosowania interpunkcji sprawia mi psychiczny bol.

Access point mi wariuje, ale za kazdym razem kiedy postanawiam kupic nowy dochodze do wniosku, ze stanowczo za duzo siedze w necie i to wlasciwie dobrze sie sklada, ze ciagle pada. Po czym krew mnie zalewa, kiedy pada jak siedze w necie.

Jest za zimno i musze nosic rekawiczki na dworze.

Jest za zimno i musze nosic skarpetki w domu.